Skip to main content

Light my fire – czyli o znakach towarowych i prawach autorskich

Naprawdę wolałbym żeby okoliczności, które stały się inspiracją dla tego wpisu, nigdy nie powstały. Cytując pewnego znanego blogera, tyle lat piszę i wszystko jak krew w piach. Kto tym razem stał inspiracją dla dzisiejszego wpisu?

Browar Paragraf istnieje od początku 2015 roku, więc już od ponad 3 lat. Pojawiałem się na piwnych festiwalach, konferencjach, prowadzę zajęcia na piwowarskich studiach podyplomowych. Dodatkowo przynajmniej dwa razy w miesiącu zasilam blog nową dawką prawnej wiedzy, za którą normalnie trzeba by odpowiednio zapłacić. Chyba nie wiecie ile kosztują usługi prawne z zakresu prawa własności przemysłowej. Ale to, że jest to całkowicie niedocenione pozostawiam do waszej refleksji.
Zobaczcie sami – o kwestiach nazwenictwa piwa, etykiet w kontekście prawa autorskiego i znaków towarowych pisałem ponad 20 razy!
Kolejny już browar (ablo agencja kreatywna) nie potrafił/nie chciał dokonać jakiejkolwiek analizy, czy stworzona etykieta i nazwa są w ogóle zgodne z prawem. Jest to o tyle dziwne, że wiedza jest dostępna za darmo tutaj na blogu.
Nie będę was trzymał dłużej w niepewności. Chodzi o stosunkowo młody browar Hoppy Beaver i ich piwo Light my Fire. Na etykiecie piwa owego mamy dodatkowo wizerunek…Jima Morrisona z The Doors. W czym problem spytacie? Nazwa dobra, etykietka spoko. Przecież drugiej takiej na rynku nie było. Otóż nie tutaj pies jest pogrzebany.
źródło: https://www.facebook.com/browarhoppybeaver/
Light my Fire jest zarejestrowanym w USA znakiem towarowym, dodatkowo z uwagi na fakt stworzenia tego tytułu przez w wielu kręgach legendarną formację The Doors korzysta z rozszerzonej ochrony jako znak towarowy renomowany. O jego powszechnej renomie niech świadczy, że w 2004 utwór został sklasyfikowany na 35. miejscu listy 500 utworów wszech czasów dwutygodnika „Rolling Stone”.
Po drugie wizerunek Jima Morrisona jest chroniony prawem autorskim. Tak się składa, że także wizerunek osoby zmarłej jest przedmiotem ochrony prawnej. Jak się chce skorzystać z takowego, trzeba wystąpić o zgodę od spadkobierców zmarłego.
Był John Lemon (był bo już zmuszono go do zmiany nazwy), był Hopkins z swoim nierozsądnym umieszczaniem znaku towarowego Golden State Warriors, była sprawa Knee Deep Brewing. Zastanawia mnie czemu ciągle wraca ten sam temat. Ja rozumiem, że rzemiosło, że kraft. Ale w tym wszystkim produkcja piwa to także działalność gospodarcza, a ta się wiąże z pewną odpowiedzialnością za swoje produkty i to co na nich nie znajduje.
Życzyłbym sobie, żebym takich wpisów popełniał jak najmniej. Bo mnie to wręcz smuci, że muszę takie tematy podejmować kolejny raz. Problem nie jest wydumany, proszę zobaczyć jak się skończył los marki John Lemon.
Nie chcę nikogo piętnować, ostracyzm też nie jest moim celem. Ale naprawdę drodzy piwowarzy, browarnicy, drogie agencje kreatywne! Z prawami autorskimi i z prawami własności przemysłowej nie ma żartów. Dbajcie by wasze etykiety były z tymi prawami zgodne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.