Piwo w czasach zarazy

Wprowadzony stan epidemii związany z pandemią SARS-CoV-2 postawił całą gospodarkę w trudnej sytuacji. Szczególnie dotknięta została gastronomia, co z kolei negatywnie odbija się na producentach piwa.

Od 13 marca w Polsce obowiązywał stan zagrożenia epidemicznego, który bardzo szybko został zmieniony w stan epidemii. Z dnia na dzień sytuacja wywołana pandemią wirusa SARS-CoV-2 postawiła ludzi w całkowicie nowej sytuacji społecznej, ale niestety także gospodarczej.

Czemu nie ma stanu klęski żywiołowej?

Jednym z przewidzianym w Konstytucji RP stanów nadzwyczajnych jest stan klęski żywiołowej (obok stanu wyjątkowego i stanu wojennego). Czym jest stan klęski żywiołowej określa ustawa.

Ilekroć w ustawie jest mowa o:

klęsce żywiołowej – rozumie się przez to katastrofę naturalną lub awarię techniczną, których skutki zagrażają życiu lub zdrowiu dużej liczby osób, mieniu w wielkich rozmiarach albo środowisku na znacznych obszarach, a pomoc i ochrona mogą być skutecznie podjęte tylko przy zastosowaniu nadzwyczajnych środków, we współdziałaniu różnych organów i instytucji oraz specjalistycznych służb i formacji działających pod jednolitym kierownictwem;

katastrofie naturalnej – rozumie się przez to zdarzenie związane z działaniem sił natury, w szczególności wyładowania atmosferyczne, wstrząsy sejsmiczne, silne wiatry, intensywne opady atmosferyczne, długotrwałe występowanie ekstremalnych temperatur, osuwiska ziemi, pożary, susze, powodzie, zjawiska lodowe na rzekach i morzu oraz jeziorach i zbiornikach wodnych, masowe występowanie szkodników, chorób roślin lub zwierząt albo chorób zakaźnych ludzi albo też działanie innego żywiołu;

Wirus SARS-CoV-2 jest choroba zakaźną ludzi o rozmiarach niespotykanych od pandemii tzw. hiszpanki sprzed równo stu lat. Naprawdę nie budzi wątpliwości, że zachodzą wszelkie przesłanki do wprowadzenia stanu klęski żywiołowej.

Prawda jest niezwykle bolesna – obecna władza wprowadza stan nadzwyczajny drogą rozporządzeń Ministra Zdrowia o wprowadzeniu stanu epidemii. Ograniczenia tam wprowadzane są już tak daleko idące (częściowy lockdown), że sytemowo odpowiadają stanowi klęski żywiołowej. Czemu jednak władza stanu klęski żywiołowej nie wprowadza, choć może to zrobić bez udziału Sejmu (wprowadzane w drodze rozporządzenia Rady Ministrów)? Są dwa powody jeden polityczny, a drugi gospodarczy.

Pierwszy to wybory prezydenckie, wprowadzenie stanu klęski żywiołowej uniemożliwi przeprowadzenie wyborów prezydenckich. Jak widać władzy zależy na przeprowadzeniu ich w pierwotnym terminie 10 maja 2020 roku. Nie dziwię się, nadciągające tsunami recesji może zaważyć na wynikach wyborów.

O wiele ciekawszy jest jednak drugi powód. Otóż istnieje ustawa o wyrównywaniu strat majątkowych wynikających z ograniczenia w czasie stanu nadzwyczajnego wolności i praw człowieka i obywatela. W niej możemy przeczytać, że:

Każdemu, kto poniósł stratę majątkową w następstwie ograniczenia wolności i praw człowieka i obywatela w czasie stanu nadzwyczajnego, służy roszczenie o odszkodowanie.

Odszkodowanie przysługuje od Skarbu Państwa.

Odszkodowanie przyznaje się na pisemny wniosek poszkodowanego, złożony do właściwego wojewody.

Poszkodowany niezadowolony z decyzji w sprawie odszkodowania, w terminie trzydziestu dni od dnia doręczenia decyzji w tej sprawie, może wnieść powództwo do sądu powszechnego.

Koszty więc takich odszkodowań od linii lotniczych (uziemionych), krajowych przewoźników (wstrzymanie komunikacji międzymiastowej), branży HoReCa (zamknięte pensjonaty, hotele, restauracje), branży rozrywkowej i kulturalnej (kina, muzea, koncerty), targowej znacznie przekroczyłyby wartość tzw. tarczy antykryzysowej.

Taka jest prawda. Skądinąd słuszne działanie dot. social distancing, zostały wprowadzone w sposób zapewniający brak odpowiedzialności po stronie tych który stan epidemii wprowadzili. Wielomiliardowe odszkodowania z pewnością byłby dla sektorów szczególnie dotkniętych pandemią deską ratunku. Na pewno taką deską ratunku nie jest proponowana tarcza antykryzysowa, która obejmuje tylko niektóre przedsiębiorstwa i to pod pewnymi warunkami. Nie mówiąc już o tym, że rząd chętnie proponuje sfinansowanie tarczy ze środków banków, a nie budżetowych. Być może dlatego, że tych drugich nie ma.

Warto być świadomym tego faktu, bo w telewizji i Internecie usłyszeć można tylko o wyborach prezydenckich.

Piwo na dowóz?

Wróćmy jednak do piwa. Kolejny raz wyszedł bokiem brak wystarczających działań mających na celu legalizację handlu alkoholem online. Coś o czym pisałem wielokrotnie od początków istnienia Browar Paragraf, czyli od około 5 lat. Brak podjęcia działań w tym kierunku do wielkie zaniedbanie ze strony branży piwnej, albo w ogóle szerzej – całej branży alkoholowej. Powstające w ostatnich daniach niejako ad hoc próby dowozu piwa do domu kreowane przez polskie browary są w mojej ocenie po pierwsze wyrazem pewnej desperacji (wychodzenie z założenia, że zaryzykuję skoro i tak jest już źle to co mam do stracenia) a po drugie typowym działaniem w ostatniej chwili. Co prawda mówi się, że prowizorka trzyma najlepiej ale pomysłu na obchodzenie zakazu sprzedaży online w taki sposób, że tworzy się rzekome zamówienia na imprezy i korzysta z zezwolenia cateringowego wzbudza u mnie mieszane uczucia. Po pierwsze nie jest to ani bezpieczne ani nadto pomysłowe (takie próby już były). Wyrastające sklepy internetowe też powielają pomysły już istniejące, z kurierem jako pełnomocnikiem. Wszystko to się opera na wątłej nadziei, że w czasach pandemii władza przymknie oko na takie odstępstwa, choć wielokrotnie pokazywała czerwoną kartkę za podobne pomysły. A czy ktoś sobie stawia pytanie, czy nadal oko będzie przymykać po powrocie do normalności? W mojej ocenie takie nagłe próby dowożenia piwa do klientów albo tworzenie sklepów online to po prostu akt desperacji. To całkowicie normalne, że tak się dzieje i staram się okazać zrozumienie. Powtórzę jednak raz jeszcze – wszystko to się dzieje stanowczo za późno.

Mam wrażenie, że browarom specjalnie nie zależało nigdy na sprzedaży online, zadowalając się tradycyjnymi kanałami sprzedaży jak multitapy, sklepy i markety. Teraz za to zapłacą najwyższą cenę, bo po prostu wiele z nich tego kryzysu nie przetrwa. Odcięcie rynku zbytu w sektorze HoReCa, w multitapach – to spadek obrotów, a dla niektórych całkowite zawieszenie działalności gospodarczej (bo istnieją browary żyjące tylko z piwa w beczkach). Zwłaszcza, że prognozy gospodarcze mówią o 5% spadku PKB i utracie miejsc pracy przez 1.300.000 osób. I jest to wariant optymistyczny, bo niemiecka gospodarka według prognoz może skurczyć się nawet o 20%, prognozy o polskich -5% brzmią więc optymistycznie. Recesja zaczęła się już – poza nielicznymi sektorami na które popyt zwiększył się w czasie samoizolacji masa branż boryka się z spowolnieniem (budowlanka, motoryzacja, transport). Siłą rzeczy zmniejszy się zasobność portfeli Polaków i popyt na piwo rzemieślnicze. Nadchodzą trudne czasy dla piwowarstwa na całym świcie. Obroni się nienajlepszy produkt, ale ten z najobfitszą poduszką finansową. Masa rodzinnych, balansujących na granicy rentowności projektów odejdzie w niepamięć. Wróćmy jednak do sedna, czyli kwestii handlu online, który w debacie właściwie dotychczas nie istniał .

Wspólnego branżowego alkoholowego frontu o legalizację sprzedaży online nigdy nie było. Wewnętrzne podziały w branży napojów alkoholowych (choćby kampania producentów wyrobów spirytusowych przeciwko piwu) sprawiły, że nie zrobiono nic by handel online zalegalizować.  Jak mówi stare przysłowie „każdy sobie rzepkę skrobię”.  A byłoby to coś co uratowałoby niejedną działalność gospodarczą w czasach pandemii. Obawiam się, że podejmowane ostatnio działania są wyłącznie łabędzim śpiewem. Był czas na wszystko, ale nie na skuteczny lobbing. Doskonale wszyscy wiemy, że mając obok siebie PARPA żaden z rządów (niezależnie od szyldu i opcji) nie wprowadziłby uregulowań ułatwiających dostęp do alkoholu. Dlatego potrzebny był silny impuls z zewnątrz, impuls którego zabrakło. Impuls poparty badaniami, z porównaniem sytuacji w innych krajach. Wiem, że PSBR złożyło swoje wnioski do Ministerstwa Rozwoju, tak samo uczyniły stowarzyszenia winiarskie. Pisma są te jednak zbyt ogólnikowe (choć winiarze pokusili się choć o ocenę skutków regulacji).  Z jedną różnicą, stowarzyszenia winiarskie wystąpiły razem, mówiąc jednym głosem. A stowarzyszenia piwowarskie? Zdaje się, że poza PSBR zabrakło jakiegokolwiek innego głosu. Trudno oczekiwać jedności wśród wszystkich producentów alkoholu, gdy tej jedności nie ma nawet wśród producentów piwa, prawda? Pytanie czemu nie powstał wspólny front wszystkich napojów alkoholowych mający na celu legalizację handlu online? Wszak w obecnej sytuacji piwo i wino jadą na tym samym wózku. Można było to zrobić bez udziału branży spirytusowej. Ale nie zrobiono. Oczekiwanie, że teraz nagle Ministerstwo Rozwoju w obliczu pandemii będzie zajmować się handlem alkoholem online, czy dowozem alkoholu do klienta jest płonną nadzieją. Nie tylko piwo jest segmentem zagrożonym. Branża hotelowa i turystyczna praktycznie stoją na skraju upadłości, w trudnej sytuacji jest gastronomia. Patrząc na wielomiliardowe straty w sektorach hotelarskich czy turystycznych wydaje się, że problemy piwowarstwa rzemieślniczego nie są zbyt ważne. Co innego jakby to był głos całej branży alkoholowej – wielomiliardowej. Czemu tak się stało? To pytanie pozostawiam otwarte.

Zwrócę na koniec uwagę tylko na jeszcze jedną kwestię. Rada Ministrów pracuje teraz pod presją czasu, chcąc by regulacje dot. legalizacji handlu online alkoholem weszły w życie wraz z tarczą antykryzysową (bo kiedy znów się zbierze Sejm trudno wyrokować) należało przygotować treść pełną treść nowelizacji (legislacyjnie opracować projekt zmiany w ustawie) wraz niezbędnymi załącznikami by projekt mógł być zgłoszony jako projekt rządowy (obszerne uzasadnienie oraz ocena skutków regulacji). Krótko mówiąc przygotować projekt, który Rada Ministrów mogła przyjąć jako swój i zgłosić pod obrady Sejmu. Składając jedynie apele i wnioski trudno oczekiwać reakcji pozytywnej. Po prostu to nie jest najlepszy czas i miejsce, a niestety w oku cyklonu zwanego pandemią piwowarstwo rzemieślnicze nie jest pępkiem świata. Wprowadzane były rozwiązania, które można było stosować masowo do wszystkich przedsiębiorców, a nie do niektórych sektorów.

W treści projektu rządowego pt: „tarcza antykryzysowa” o legalizacji handlu online nie ma mowy. Ani słowem.

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. Marek pisze:

    Coś poseł KO nie przejmuje się zakazami bo prowadzi portal eszampan .pl oraz jest inwestorem browaru za miastem. Jeszcze piwa online nie sprzedaje ale browar ma inną politykę.
    Niedawno słyszałem że były prowadzone pracę nad kartą pełnoletności aby tylko ludzie pełnoletni korzystali z stron xxx oraz przy okazji umożliwić zakupy alko w necie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.