Sto lat walki o trzeźwość narodu

W ostatnich miesiącach, obok kampanii przemysłu spirytusowego na rzecz zrównania opodatkowania piwa i wódki, mogliśmy przeczytać liczne wypowiedzi dotyczące sprzedaży alkoholu w małych butelkach (tzw. „małpkach”) i ogólnie o rozpijaniu mieszkańców Polski. Wydawać by się mogło, że takie głosy w Polsce to coś nowego, że ruchu antyalkoholowego o takiej skali jak teraz nigdy nie było dotychczas. Otóż nie do końca…

Jak może niektórzy wiedzą, w II Rzeczypospolitej aktywnie działało Polskie Towarzystwo Walki z Alkoholizmem, które wśród zasług może sobie zapisać wprowadzenie częściowej prohibicji ustawą z 1920 roku. Częściowej bo celem tego ruchu było wprowadzenie prohibicji na wzór amerykański. Z czasem władza przepisy złagodziła, ale ruch nadal istniał i działał w przedmiocie prohibicji i ograniczenia spożycia alkoholu.

Towarzystwo prowadziło swój miesięcznik o znamiennym tytule „Trzeźwość”, we wstępniaku do wydania maj – czerwiec 1939, Jan Starczewski, działacz Towarzystwa stwierdza:

„Pijaństwo jest szkodliwe nie tylko dlatego, że pomniejsza liczbę zdrowy i silnych dłoni, tak potrzebnych dziś do budowy gmachu naszej Ojczyzny i obrony jej niepodległości. Pijaństwo jest groźniejsze przez to, że wali na barki społeczeństwa coraz to nowe olbrzymie ciężary. To koszta opieki nad ofiarami alkoholizmu, to koszta skutków alkoholizmu, katastrof, zbrodni itd. Na luksus prowadzenia zakładów dla ofiar alkoholu może sobie pozwolić państwo bogate. Nas na to nie stać – dziś w dobie, gdy setki tysięcy dzieci nie chodzą do szkół, bo nie ma pieniędzy na ich budowę. Nie znaczy to, byśmy chcieli ofiary alkoholizmu pozostawić bez opieki. Chcielibyśmy, by jak najmniej było tych ofiar”. Starczewski rozprawia się też z zarzutem, że ruch antyalkoholowy godzi w źródło dochodu państwa, a zatem godzi w interesy państwa: „Takie stwierdzenie oparte jest na nieporozumieniu. (…) Ogromne rozmiary alkoholizmu w Polsce są w pierwszym rzędzie konsekwencją złej gospodarki monopolu spirytusowego. Mimo naszych protestów idzie on stale po linii najsłabszego oporu – po linii rozpijania najszerszych warstw ludności. Zamiast szukać nowych sposobów zużytkowania spirytusu w przemyśle, w zastąpieniu paliwa w motorach itp., monopol coraz konsekwentniej otwiera kolejne śluzy w zaporze, którą zbudowały ustawy antyalkoholowe. Dziś leje się wódka na dworcach, w pociągach, na przystankach – kasuje się kolejne ograniczenia w sprzedaży alkoholu. Co gorsza, monopol wkroczył na drogę, której w najmniejszym nawet stopniu nie może usprawiedliwiać troska o finanse państwa, a mianowicie sprzedaje wódkę w małych buteleczkach. Do czego taka droga prowadzi, pamiętamy z czasów rosyjskich. Rząd rosyjski wprowadził również sprzedaż wódki w małych buteleczkach. Chodziło wówczas nie tyle o dochody, ale o rozpicie ludności, o osłabienie naszych sił w walce z caratem. Skutki tego kroku władz moskiewskich przeszły zamierzone oczekiwania”.

Na swój sposób wywody te skomentował Antoni Slonimski:

„Miesięcznik »Trzeźwość« powinien być czym prędzej zlikwidowany, by inne agendy trzeźwości i praca w terenie rozporządzać mogły większymi środkami. Nie trzeba od razu stawiać żądań maksymalnych. Uważam, iż wiele pożytku oddałaby propaganda picia wódki z wodą. Nigdy w Anglii, gdzie tak piją, ani we Francji, gdzie piją wino, nie widuje się pijaków porwanych szałem pijackich. Szok, który wywołuje mocny alkohol wlany do pustego żołądka, daje najwięcej zbrodni i krwawych bójek. Zacznijcie, panowie, propagować picie po jedzeniu i picie wódki rozcieńczonej. Wobec powagi sytuacji politycznej kraj powinien być bardziej niźli kiedykolwiek trzeźwy i przytomny, ale przede wszystkim muszą otrzeźwieć propagatorzy walki z alkoholem”.

Proszę bardzo. Od publikacji miesięcznika Trzeźwość minęło w tym roku 80 lat, a w dyskursie o polityce i prawie alkoholowym właściwie nic się nie zmieniło. Jakby tekst ten zmodyfikować na język współczesny to spokojnie można byłoby go przypisać choćby osobom powiązanym z PARPA. Prawda? Minęło 80 lat: po drodze była II wojna światowa, zmiany społeczne, zmiany granic, blisko półwieku pod dominacją radziecką, wreszcie przemiany lat 90. A w kwestii dyskursu alkoholowego nie zmieniło się nic. Warto o tym pamiętać i niespecjalnie przejmować się kolejnymi wywodami dotyczącymi zaostrzenia polityki alkoholowej. Bo w tej materii zdaje się, że powiedziano już wszystko i to dość dawno temu.

Wszystkie cytaty pochodzą z książki: 1939. Wojna? Jaka wojna? Aut. Cezary Łazarewicz Ewa Winnicka.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.